Złota polska jesień na dobre zagościła na tym łez padole...porudziła świat cały kolorami miedzi i brązu w odcieniach liści i traw. Kolorami dojrzałej jarzębiny dodała czerwoności, a fioletom kazała przeglądać się w wrześniowym wrzosie. Szłam ulicą zupełnie się nie spiesząc jakbym, to nie była ja. Idąc tak powoli spojrzałam w niebo...zjawiskowe chmury zawisły nad moją głową...i promyki słońca tak jesiennie ale jeszcze grzały...lato tego roku jest długie i piękne, bo nawet we wrześniu jest lato. Tylko kartki w kalendarzu przypominają o jesiennym miesiącu...Koło kina stała grupka osób, pewnie tak samo ciekawych co pozostało z książki po ostrych cięciach...w końcu nie może film trwać przecież całe wieki, rozmawiali ze sobą zaciekawienie, dzielili się obiegowymi opiniami. Trzeba jednak przeczytać książkę, żeby być w kursie dzieła, inaczej nie da się zrozumieć, chociaż zrozumieć można, ale zawsze jakiś taki niedosyt będzie. Wiesz ile ja lat nie byłam w kinie???dobrze, że dałam się namówić, a właściwie dobrze, że znaleźliśmy trochę czasu i popatrz jesteśmy i to jesteśmy razem...:) No tak byliśmy razem w kinie, mimo, że 3 tygodnie temu nie wiedzieliśmy o swoim istnieniu, a już zdążyliśmy napić się kawy, pogadać o dotyku, o samotności...w sieci, o mazurskich jeziorach i błękicie nieba, zdążyliśmy pobłądzić w poszukiwaniu prostej drogi, oj wiele rzeczy zdążyliśmy już zrobić, ciekawe co jeszcze razem zrobimy??? spojrzałam w jego błękitne oczy, które tak szczerze uśmiechały się do mnie. Ten błękit jego oczu już od pierwszego naszego spotkania tak mnie ujął niesamowicie...Czy ja mogę utonąć w błękicie oczu jak w toni jeziora???oj chyba nie!!!!:)bez żartów, to tylko kino, a nie bóg wie co, żeby od razu tonąć w błękicie spojrzenia :) Doskonale znałam treść książki, tak bardzo dobrze, że właściwie nie musiałam już nawet patrzeć na ekran, wsłuchiwałam się w słowa takie znajome, gdzieś bliskie i może nawet słowa, które mogły być moimi słowami...muzyka stała się moja muzyką...a dotyk jego dłoni...Boże jak ja dawno nie byłam trzymana za rękę w kinie...chyba całe wieki już minęły od tego momentu...codzienność zabrała nawet małe gesty, drobne ale jak bardzo zauważalne i jak bardzo potrzebne. Nie ma gestów, nie ma nic co da się zauważyć bez szkła powiększającego, nawet największa lupa chyba tu nic nie powiększy, bo trzeba coś mieć do powiększenia. A dotyk jego dłoni...był tak ciepły , miły i trudny do prostego określenia...był po prostu, był taki szczery, niczym nie wymuszony, raczej tylko pragnienia kierowały takim dotykiem. Czy to właśnie jest ta inność???jakiej zaczęliśmy oboje szukać...tak wygląda inność??? Jak mało i jak zarazem dużo potrzeba, żeby dotyk dłoni tak cieszył...Płomienie co noc mają strażacy - a zwykli ludzie??? stwierdzenie jakie usłyszałam z ekranu tak mną w szczególny sposób wstrząsnęło...Płomienie...gdzie się do cholery podziała namiętność??? to chyba prehistoryczne określenie :) już nawet nie wiem czy słucham i oglądam, czy tylko sama sobie zadawałam retoryczne pytania. Trzymał cały czas moją dłoń w swojej dłoni...gładził ją delikatnie, kątem oka spoglądał na mnie a raczej na moje łzy, których w żaden cywilizowany sposób nie mogłam powstrzymać. Właściwie nie wiem dlaczego łzy mi tak płynęły po policzkach, wzruszyła mnie muzyka, historia jaką już dawno znałam i taki smutek, że zawsze wybiera się mniejsze zło, kosztem tego czego się naprawdę pragnie...cholera co za życie!!!! Błogosławię swój zawód, nauczył mnie wrażliwości i odczuwania takiej empatii, o którą w dzisiejszych czasach tak bardzo trudno, a ja to czerpię z codzienności, z każdego dnia. Nie bardzo jeszcze wiedząc dlaczego zaczęłam odczuwać tak bardzo podobnie jak główna bohaterka, taką empatię z główną bohaterką już przeżywałam podczas lektury książki. Czy ja bym chciała przeżyć taką szaloną miłość??? tak do granic możliwości wirtualną i zarazem rzeczywistą?? Kolejne retoryczne pytanie, czy ja przestane katować siebie takimi pytaniami, przecież to nie ma najmniejszego sensu, nawet w literaturze trudno czasami o szczęśliwy koniec, a co dopiero w życiu???? Życie to dopiero pisze scenariusze...ukradkiem otarłam kolejna łzę...mało, że gaduła, to jeszcze bardzo wrażliwa gaduła. Chwilę rozmawialiśmy o filmie, i o durnowatym moim planie wyjazdu do pracy gdzieś za granicę. Nie mogę ci zabronić. zrobisz jak zechcesz podejmiesz decyzje. Tak, tak istnieją telefony, internet, nie ma problemu będziemy przecież w kontakcie, nie będziemy mogli się tylko spotykać. Właśnie, czy my musimy się spotykać??? pewnie nie musimy, ale chcemy. Porwała nas inność, dotyk stawać się zaczął tym dotykiem, co to nie tylko grzał dłonie, ale zaczął ogrzewać serce... Mój sławny rozsądek...ha, ha, ha !!!! Miałam wszystko wiedzieć - nic nie wiedziałam!!!! a właściwie wiedziałam już wszystko, ja nigdzie nie pojadę, zostanę tutaj, a kiedy znajdziemy trochę czasu pocieszymy się tymi płomieniami:), znajdziemy czas w zaganianej codzienności. Przytuliłam się na chwilę, czy ktoś mnie ostatnio tak szczerze obejmował, żebym aż czuła bicie serca??? zapach moich perfum, bicie mego serca, jego dotyk rąk, spojrzenie oczu...pragnienia jakie miały stać się perłami...naszej znajomości...Pa będziemy w kontakcie...zamknęłam za sobą drzwi samochodu...