O 9 rano siłą telepatii chyba zaczynał dzwonić telefon...wewnętrzny głos kazał spojrzeć na zegarek zupełnie niepotrzebnie, bo było jasne jest koło 9 lub 9 rano...
Ja nie mogę
Ty nie możesz
My nie możemy
Nam tego nie wolno
My o tym nawet nie rozmawialiśmy, my to po prostu wiedzieliśmy albo może to się tylko nam wydawało, że doskonale wiemy, że nie możemy, nie wolno...Scenariusze, scenariusze, scenariusze...ha, ha, ha pani reżyser dlaczego tak bez scenariusza, tak na żywioł, tak naturalnie, tak szczerze, tak inaczej bo z pragnieniem i z dotykiem???? bez wypowiedzianych słów, z telefonem o 9 rano, z mailami, w których czarowanie słowem stało się czymś naturalnym. Lubię pisać, ale do niego piszę tak często i o wszystkim. Przy blaski świec w ciszy...w ciszy mazurskich lasów, w toni mazurskiego jeziora...z ostatnimi promykami słońca...
Będziesz miała Mazury na kilka dni-pewnie nie do końca rozumie moja tęsknotę, bo mnie tak do końca to pewnie nie można zrozumieć, a co autor miał na myśli? :-)Tak pamiętam jak mi opowiadał, że...Lektury opowiadała mu siostra i, że w literaturze to...Nie przeszkadzało mi to wcale, a nawet bardzo rozbawia czasem...Czemu ze wszystkich pragnień na świecie wybrałam ciebie ??? Psalm Rubika tak mnie zauroczył swoją prostotą...Pogłośnił radio, bo właśnie zaczynali grać...Choć nie masz oczu chmurnych jak burza pod koniec lata. Choć nie masz dłoni, która policzek jak ognień pali(oj, tu bym bardzo podyskutowała masz , masz!!!) Dłoni twej ma dłoń od zawsze szuka....Spojrzeliśmy na siebie...jego ciepła dłoń mocno ścisnęła moją...czy my się rozumiemy bez żadnych słów??? Tak tego byłam pewna, najbardziej pewna na świecie. Ja chyba nie musiałam słuchać żadnych słów..Mazurski wiatr zmiatał z drzew ostanie liście tej jesieni, które tonęły w przydrożnych kałużach. Mazury to zupełnie inny świat, Olsztyn jest dla mnie zawsze taka granicą między światami, tym, w którym muszę być, a tym, w którym być bym chciała, w którym byłam taka zawsze szczęśliwa.
Mamy 4 dni na Mazurach...czas w którym będziemy razem. Strugi deszczu, porywy wiatru, słońce i chmury wszystko na przemian...Z dalekiej podróży, z innego świata, w poszukiwanie??? czy upajanie się innością...Proszę zapalić...Ta pani bardzo lubi światło świeczki...młoda kelnereczka zapaliła świeczkę i bardzo ciepło uśmiechnęła się do nas, podając gorącą kawę...Male mazurskie miasteczko po sezonie jest całkiem puste, ulice pełne kałuż po październikowej ulewie, a od jeziora wiał wiatr, który przypominał wszystkie wietrzne dni mazurskie...Miałam tutaj naładować akumulatory, miałam tu właśnie odpowiedzieć sobie na jakieś rodzące się pytania, poszukać potwierdzenia tego wszystkiego co stawało się bardzo oczywiste bez wypowiadanych słów. Każdego wieczora, każdej nocy, każdego poranka coraz mniej wiedziałam, a może właśnie zaczęłam wiedzieć już wszystko...co miałam wiedzieć. Może właśnie tak było???? Zupełnie nad jeziorem nie było żadnych ludzi...On, ja, Mazury, ciepłe dłonie, jezioro wzburzone silnymi porywami wiatru, na drugim brzegu na drugim brzegu taki jesienny las z milionem odcieni jesieni, błękit nieba, nieba, które tylko tutaj ma taki kolor, kolor jak jego oczy...Jest w oczach twych kolor nieba z moich stron...Umilkły telefony, telefony,telefony... Zamknęłam świat na klucz...tak jak się zamyka drzwi jak się chce mieć święty spokój...Nie budziły nas słowa, czy to możliwe, żeby tyle gadając ze sobą nie mówić nic??? Wszechobecny dotyk, dotyk dłoni, dotyk spojrzeń, dotyk ust...Czy w mazurskiej toni jeziora można szukać odpowiedzi??? Tak bardzo chciałam właśnie tutaj znaleźć odpowiedź napawając się po raz ostatni tej jesieni cudownością swoich Mazur. Czy to jest...??? czy to ma znaczyć, że ja jestem...??????? Są dwa światy...i nas jest dwoje...jak to w ogóle możliwe... Jest w dłoni twej miejsce na mą małą dłoń...??? Z prędkością 140 km/h pędziliśmy drogą powrotną...Telefony, spotkania, zajęcia, wykłady, opinie i hipotezy...Rzeczywistość, do której pędziliśmy była właśnie taka, choć od jakiegoś czasu stała się zupełnie inna...z telefonem o 9 rano...