Wyjeżdżam po północy, wracam w czwartek rano!!! Wiesz – nocą bardzo lubię jeździć. Znacznie szybciej można i mniejszy ruch na drogach. Załatwię wszystko i wracam… Po raz któryś to już słyszałam i mówiąc prawdę wcale mnie to nie cieszyło, jednak cóż, jak mus to mus – pomyślałam uśmiechając się na pożegnanie. Zawsze były to tylko jakieś 2 dni z podróżą!!! Dni, kiedy właściwie ja nie mogłam powiedzieć, że byłam spokojna. Cóż nie zmienię człowieka, a tym bardziej jego szalonego tempa życia… nawet nie będę próbowała, bo nie miałam nigdy takich nowatorskich zapędów co do zmian kogokolwiek, co dopiero teraz… Kochamy swoją pracę, a że jest to w ciągłym biegu… z pokonywaniem kilometrów, setek i nie tylko setek kilometrów, może już nawet tysięcy to już inna sprawa.
Dzień nie podobny do dnia, z zapisanym terminarzem, z kartkami po kieszeniach, z setką spraw na głowie… i tym ciągłym biegiem, z tym ciągłym pędem do przodu.
DOKĄD TY TAK PĘDZISZ MÓJ CZŁOWIEKU?????????????????!!!
Ja już kiedyś znałam jednego takiego zagonionego człowieka z milionem spraw na głowie – pomyślałam o swoim ojcu i szybko odgoniłam od siebie myśli, które uparcie o mnie wracały. Zaczęłam myśleć… i nagle doszłam do wniosku, że ja oprócz mojego ojca nikogo w życiu nie słuchałam, no może bez przesady, że nikogo, ale nie liczyłam się zupełnie z niczyim zdaniem tak jak ze zdaniem mojego ojca. To zawsze Jego pytałam o radę, chciałam wiedzieć , co on myśli na nurtujący mnie problem, co podpowie, jak mam zrobić, żeby było dobrze. Miał dla mnie czas i słuchał, słuchał uważnie, tego, co mówię…
Czy ktoś mnie tak jeszcze w życiu słuchał uważnie???
Czy ktoś mnie teraz tak słucha uważnie???
I nagle doznałam zupełnego olśnienia… Tak , tak jest na świecie taki Ktoś kogo słucham, kogo pytam, czyjego zdania w sprawie potrzebuję… To moje „wiem najlepiej, co zrobić”, to „moje słuchanie, a robienie i tak po swojemu” gdzieś sobie poszło… Jest na świecie człowiek – mój Człowiek . Wtedy kiedy to sobie uświadomiłam poczułam się w jakiś niesamowity sposób bezpiecznie.
Muszę z tobą o czymś koniecznie porozmawiać !!! Tego nie napiszę, nie powiem przez telefon, o tym musimy pogadać… Rzuciłam na koniec krótkiej telefonicznej rozmowy.
Siedzieliśmy obok siebie gadając o wielu sprawach, a właściwie ustalając wspólne terminy, jakie miały się pokrywać ze sobą, z możliwością bycia trochę razem, terminy na rwane chwile z dotykiem i tylko takimi pocałunkami, na jakie się czeka… Spojrzałam w jego tego dnia zmęczone oczy… żadne błękitne oczy tak nie patrzą… nie patrzą na mnie. A… zupełnie bym zapomniała, rozpoczęłam , muszę ci cos powiedzieć… Nie spędza mi snu z powiek troska o cały świat… nie martwię się o nikogo, kto nie jest mi bliski… tak bardzo bliski… może ta troska, to takie coś co mnie odróżnia od innych ludzi… ale ja inaczej nie potrafię …ja… Ja się po prostu martwię o ciebie, kiedy tak szybko jeździsz, wiem, że uważnie, ale szybko, a licho nie śpi… Mało śpisz, dużo pracujesz…
Nie martw się!!! Uśmiechnął się do mnie. Będę uważał!!! I zaczął całować mnie tak jak nikt!!! Jak nigdy!!! Jak tylko On potrafi . Zadzwonię jak tylko dojadę… W tą miłość wplatała się troska o każdy bezpieczny kilometr, o każdą bezpieczną chwilę, w szalonym tempie życia… naszego życia….